Odszyfrowanie. „Rodziny chcą zrozumieć”: jak SAMU radzi sobie z postępowaniami prawnymi

Śmierć 24-letniego mężczyzny w Le Mans (Sarthe), po błędzie diagnostycznym podczas wezwania pogotowia ratunkowego, ponownie rozpaliła debatę na temat opieki ratunkowej i zdalnej nad chorymi. To trudna misja, argumentują ci, którzy ją realizują.
Dramatyczna błędna diagnoza postawiona przez pogotowie ratunkowe i śmierć, po raz kolejny w centrum postępowania sądowego. Śmierć 24-letniego Estébana Vermeerscha w Sarthe 29 stycznia i skarga złożona przez jego rodzinę o nieumyślne spowodowanie śmierci przypominają o bólu rodzin pogrążonych w żałobie po stracie bliskiej osoby podczas zabiegu medycznego i ich potrzebie uzyskania odpowiedzi, a także o trudnościach w łączeniu świata medycyny i wymiaru sprawiedliwości.
W tej sprawie szpital w Le Mans wyjaśnia, że „na tym etapie” nie może udzielić komentarza, ponieważ „sprawa jest rozpatrywana”. „Współczujemy rodzinie i bliskim zmarłego w obliczu tej tragicznej śmierci” – pisze początkowo placówka w ostrożnym oświadczeniu, które można wytłumaczyć trwającym śledztwem i publicznym oburzeniem, jakie te przypadki wywołały od śmierci Naomi Musengi w Strasburgu w 2018 roku. „Każdego roku we Francji do 15 ośrodków zgłasza się ponad 31 milionów telefonów” – ostrzega profesor Dominique Savary, administrator związku zawodowego Samu-Urgences de France. „Liczba zgłaszanych przypadków jest znikoma w porównaniu ze wszystkimi usługami świadczonymi przez Samu ”.
„Uznanie błędu”„Celem rodzin nie jest wsadzenie wszystkich lekarzy do więzienia” – zapewnia Vincent Séhier, reprezentujący interesy krewnych Estébana Vermeersha. „Chodzi o uznanie winy i wyjaśnienie, dlaczego i jak do tego doszło”. Specjalizując się w sprawach medycznych, prawnik zapewnia, że celem jest dochodzenie wszelkich roszczeń, cywilnych i dyscyplinarnych, a niekoniecznie karnych, co należy do kompetencji prokuratury. „Składamy skargę, ale to prokurator wszczyna śledztwo, aby sprawdzić, czy doszło do popełnienia przestępstwa” – przypomina Séhier . „To on decyduje, jakie podjąć działania”.
W rzeczywistości każda sprawa jest rozpatrywana indywidualnie i nie wszystkie kończą się tym samym losem karnym. Niektóre nigdy nie trafiają do sądu, jak na przykład postępowanie wszczęte po śmierci Céline Descroix w Lyonie w marcu 2018 roku, gdy była w szóstym miesiącu ciąży. Ta sprawa przypomina sprawę Estébana Vermeerscha, ponieważ również tam lekarka pogotowia ratunkowego nie wezwała pomocy, gdy jej partner zadzwonił do niej, gdy miała zawał serca.
Sędzia śledczy prowadzący tę bolesną sprawę orzekł, że SAMU nie ponosi odpowiedzialności. W istocie, dwie zlecone opinie biegłych stwierdziły, że „na podstawie nagranych nagrań audio nie można było zdiagnozować rozwijającego się zawału mięśnia sercowego ani istnienia bezpośredniego zagrożenia”. Umorzenie zostało podtrzymane przez Sąd Apelacyjny w Lyonie w zeszłym roku.
„Regulacje medyczne to skomplikowana dyscyplina”Zdaniem pana Séhiera, system wymiaru sprawiedliwości w sprawach karnych wciąż ma trudności z ściganiem praktyków. „Czy to dlatego, że brakuje nam lekarzy? A może dlatego, że są to przestępstwa nieumyślne, osoby dobrze zintegrowane, bez przeszłości kryminalnej i niebędące priorytetem w spektrum przestępczości?” – pyta otwarcie prawnik. Wysoce techniczne akta niekoniecznie ujawniają popełnienie przestępstwa przez lekarza, co wymaga precyzyjnych kryteriów. Na studiach prawniczych jeden z jego profesorów odnotował „około piętnastu wyroków skazujących rocznie”. „Zamykanie spraw bez podjęcia dalszych działań jest jednak normą” – ubolewa jednak prawnik. „Jedyne udane sprawy to sprawy młodych pacjentów, którzy zmarli i przyciągnęli uwagę mediów”.
„Stałym elementem jest brak kontaktu z dostawcami usług medycznych” – kontynuuje pan Séhier. „Komunikacja odbywa się wyłącznie z ich ubezpieczycielami. Jest to niezwykle administracyjne, bardzo nieludzkie i często towarzyszy temu straszna nieszczerość. A to może prowadzić jedynie do pogorszenia relacji”.
„Staramy się spotykać z rodzinami, aby wyjaśnić podjęte decyzje, a czasem rozwiać pewne fantazje” – wyjaśnia profesor Savary. „Nie próbujemy niczego ukrywać. Mimo wszystko pewne nieporozumienia mogą pozostać”. „Regulacje medyczne” – przypomina nam lekarz – „to skomplikowana sprawa. Trzeba oceniać pacjenta na podstawie tego, co mówi i co się słyszy, bez patrzenia na niego i badania”. A kiedy dochodzi do błędów i tragedii, „po ludzku rzecz biorąc, jest to bardzo skomplikowane”.

„Rodziny chcą oświadczenia o odpowiedzialności”
Specjalizująca się w sprawach medycznych prawniczka Aurélie Tardy podkreśla, że do zakwalifikowania przestępstwa niezbędne są określone kryteria prawne. Jednak nie jest to priorytetem dla ofiar.
W którym momencie błąd w sztuce lekarskiej staje się przestępstwem?
Aby nałożyć sankcję karną, konieczne jest wystąpienie poważnego przewinienia o szczególnym ciężarze gatunkowym, czyli niedopełnienia obowiązku ostrożności nałożonego rozporządzeniem lub ustawą. Ponadto przewinienie to musi mieć bezpośredni związek ze szkodą, czyli ze śmiercią w przypadku nieumyślnego spowodowania śmierci. W prawie karnym nie istnieje pojęcie „utraty szansy przeżycia”: konieczne jest ustalenie związku między przewinieniem a śmiercią.
Aby podjąć decyzję, sędzia weźmie pod uwagę historię choroby pacjenta. Będzie również opierał się na wiedzy lekarza w momencie zaistnienia okoliczności faktycznych oraz na ówczesnym stanie wiedzy naukowej. W tym celu zawsze będzie potrzebna opinia biegłego, która jest kluczowym elementem sprawy. Ponieważ sędziowie nie są specjalistami, muszą powoływać się na biegłych, aby wydać orzeczenie. Ich wiedza specjalistyczna jest bardzo ważna, nawet jeśli sędziowie pokoju nie są związani ich wnioskami.
„Kiedy lekarze spotykają się z rodzinami, mogą pojawić się niezręczne słowa”.Jak ocenia Pan komunikację świata medycznego z rodzinami pacjentów w razie wystąpienia incydentów?
„We wszystkich placówkach istnieją specjalne komisje, które odpowiadają na pytania pacjentów lub ich rodzin. Czasami wszystko idzie bardzo dobrze. W lipcu ubiegłego roku miałem przypadek, w którym placówka przyznała się do oczywistego błędu diagnostycznego i otworzyła drogę do odszkodowania. Jednak sytuacja ta pozostaje marginalna, ponieważ w większości przypadków placówka nie odpowiada i konieczne jest wszczęcie procedury w celu uzyskania opinii biegłego. Można to wytłumaczyć faktem, że czasami, gdy lekarze spotykają się z rodzinami, padają niewygodne słowa, niekoniecznie stosowne słowa”.
O co pytają Cię rodziny, gdy przychodzą do Twojego biura?
W sprawach o śmierć, kwestia odszkodowania nigdy nie jest omawiana na pierwszych spotkaniach. Przede wszystkim chodzi o zrozumienie i uzyskanie deklaracji odpowiedzialności. Stąd znaczenie komisji mediacyjnych, które umożliwiają szybką ocenę biegłych. Następnie, rozpoczynając postępowanie karne, trzeba się liczyć z tym, że potrwa ono kilka lat, co najmniej trzy lata w przypadku śledztwa sądowego, a nawet pięć lat w przypadku skierowania sprawy do sądu.
Le Bien Public